|
Robert Stefanicki / 13.10.2009,
Tygodnik Powszechny
O Brazylii zawsze mówiono „kraj z przyszłością”.
Dziś przyszłość nadeszła.
Starczyło kilkanaście lat dobrej polityki – i trochę szczęścia – by ojczyzna samby weszła do grona najpotężniejszych tego świata.
Co to za kraj? Ogromny,
silny ekonomicznie,
politycznie stabilny,
typowany na potęgę XXI w.,
do tego gospodarz igrzysk olimpijskich.
Do niedawna rozwiązanie takiej zagadki mogło być jedno: Chiny.
Lecz tym razem chodzi o Brazylię.
Gdy na początku października Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił,
że Olimpiada w 2016 r.
odbędzie się w Rio de Janeiro,
światowi komentatorzy uznali tę decyzję za słuszną,
bo nigdy jeszcze gospodarzem igrzysk nie był kraj południowoamerykański.
Tymczasem to nieporozumienie: Brazylia w pełni zasłużyła na olimpijski laur,
i to bez porównania bardziej niż Pekin.
Jest nie tylko duża (piąty kraj świata pod względem obszaru i ludności),
ale też ma stabilną demokrację,
nie gwałci nieustannie praw człowieka,
stara się godzić wzrost gospodarczy z dbałością o środowisko,
a biedę i nierówności społeczne zwalcza nie tylko na papierze.
Pożyczkodawca,
mediator,
potęga
Godne to podziwu,
tym bardziej że mowa o kraju,
który jeszcze ćwierć wieku temu był wojskową dyktaturą,
tonął w hiperinflacji,
zadłużeniu i powszechnej nędzy.
W 1985 r.
junta uznała,
że nie zdoła przezwyciężyć problemów – i oddała władzę.
Nowy demokratyczny rząd wynegocjował dogodniejsze warunki spłaty długu i zdusił inflację.
Ale prognozowanie,
że Brazylia wkrótce będzie mocarstwem,
wciąż zakrawało na kpinę.
Był to,
jak mawiano,
„kraj wielkich perspektyw” – i zawsze miał takim pozostać.
Gdy w 2001 r.
Goldman Sachs ukuł termin BRIC,
oznaczający cztery wschodzące potęgi gospodarcze (Brazylia,
Rosja,
Indie,
Chiny),
wielu wątpiło,
czy Brazylia zasłużyła,
by znaleźć się w tak mocarnym towarzystwie.
Dziś nikt tego nie kwestionuje; to raczej obecność Rosji w tym gronie budzi wątpliwości.
Mamy rok 2009 i do klasy średniej należy już ponad połowa Brazylijczyków,
zaś nędza jest udziałem najwyżej 10 proc.
społeczeństwa (jak na warunki Ameryki Łacińskiej,
to niewiele).
Według Światowego Forum Gospodarczego,
Brazylia najlepiej poradziła sobie z kryzysem,
wyprzedzając Chiny,
Indie,
Australię,
Kanadę,
i najwięcej zyskała w rankingu konkurencyjności.
Jej gospodarka tylko na moment weszła w recesję,
w przyszłym roku ma urosnąć o 4-5 procent.
Rząd spłacił przed czasem całe zagraniczne zadłużenie i po raz pierwszy stał się pożyczkodawcą,
a nie biorcą,
Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Cały artykuł.
|